![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
|
About Me ° 167 cm° 26.01.09 67.3 kg ° 26.03.09 65.3 kg ° Cel II 63 kg Menu °Index°Guest Book °About Me Archives 2010 Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2009 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2008 Grudzień Links • freya• ungranted.blog.pl • eblog.pl • Faye • stokrotka • yummy • MOJE KALORIE • Natalia I Nina • Collen • ada • malomownaa • bo-ja-sie-odchudzam • Spisownik Credits Stworzył Artur pobrano z Szablony InventivePowered by blog Picture from Pictures for you °All Rights Reserved |
|
Lustful memories... godz: 22:34 data: 2010.04.11 1.1. Come back Wymagaj mało od świata a dużo od siebie. Z jednej strony chcę walczyć o lepsze, a z drugiej nie rozumiem co to znaczy. Nie ufam sobie. So, let's dance. Komentuj(2) godz: 08:10 data: 2009.05.20 52. Przerwa?
Ależ dawno nie pisałam ;P przewinęło się w między czasie kilka awarii bloga, mój dostęp do internetu zmalał i ograniczył się, a zbliżająca się sesja i zaliczenia przedsesyjne przykuły do książek.
Dlatego przepraszam wszystkich którzy czasem tu zaglądają. Dziękuję za pamięć, wsparcie Wasze jest mi nadal potrzebne. Przepraszam, że nie komentuję Waszych blogów, postaram się poprawić, więcej pisać tu i u Was, choć nie obiecuję, że często :) Moja waga faluje niczym morze podczas sztormu, oscylując w okolicach 64 kg. Właściwie podejrzewam, że już kilka razy zdołałabym złapać kolejny cel, ale za każdym razem szybko uciekał. Muszę przyznać, że diety raczej nie ma. Raz jem mało, raz dużo, głównie mało zdrowo. Staram się ograniczać (muszę!), bo zanim skończy się sesja przytyję i będę bardzo żałować swojej glupoty. Co do starań, to również tyczą się biegania - na razie 1-3 razy w tygodniu po 30 min, ale szczęśliwa jestem, że w ogóle - 30 min ciągłego biegu jest dla mnie niewiarygodnym sukcesem. Pozdrawiam Was wszystkie, pozaglądam jeszcze na Wasze blogi, ale nie mogę wszystkie na raz, bo nauka wzywa - staram się wreszcie poprawić oceny - a przynajmniej zaliczyć sesję i nie mieć poprawek. A lato za pasem... Komentuj(3) godz: 21:45 data: 2009.01.30 20. Na nowe tory.. Bez słodyczy, bez białej mąki, bez masła - wytrwałam, przyjęłam nowe zasady, obiecuję się ich trzymać. Nie było tak trudno, ale traktuję to jak zmianę nastawienia. A mimo to zjadłam dziś za dużo (choć dość zdrowo) - wiadomo, trzeba jeszcze zlimitować kalorie. To od poniedziałku, chcę jeszcze sprawdzić się na obecnym etapie - bo wiem, że to najsłabsze moje punkty. Może lepiej "stracić" jeszcze kilka dni, ale zrobić to dobrze? Jutro i niedziela w pracy, więc będzie to sprawdzian dla powyżsych zasadach. Jeśli wytrwam to z kaloriami też nie przeholuję. Masła jem po prostu za dużo, więc lepiej nie jeść go wcale - za źródło tłuszczy stawiam ryby albo tłuszcz używany do przyrządzania potraw (zawsze wkradnie się go choć trochę). Dziś dla przykładu kromka żytnia z wędzonym łososiem, sałatą i pomidorem. Próbowałam suszonych owoców, lecz jak dla mnie są za mało slodkie ;P na razie stawiam na miód, choć dziś wybór padł na mandarynkę (to taki mały sukces). Wczoraj zapisałam mój pierwszy, mały, prawdziwy Cel: 65 kg. I nagle odległość od niego zmalała do ok 2,5 kg - i wydało mi się to bardzo realne. Komentuj(2) godz: 23:34 data: 2009.01.27 18. wkolomacieju Wczoraj było jeszcze gorzej niż napisałam. Dziś jest dużo gorzej niż zaplanowałam. Obżeram się słodyczami, dziś, wczoraj... Ale chwilowy brak obowiązków sprawia, że mam czas to sobie wszystko przemyśleć. Najciężej przychodzi mi podejmowanie trudnych decyzji (na które nie mam ochoty), przełamywanie własnych barier. Usilnie uciekam od tego, zazwyczaj robię to co jest mi wygodne (choć nie powinnam). Dlatego wciąż nie zrezygnowałam ze słodyczy i dlatego odbiegam od swoich wyobrażeń o sobie - w ogóle nie staram się być lepszą. Chciałabym być szczupła (to jasne), ale również mieć dobre oceny, spełniać oczekiwania rodziny, szkoly, itd- słowem odnosić sukcesy. Nigdy nie przełamię własnej złej passy, dopóki nie będę walczyć (ciągle, nie sporadycznie) ze swoimi małymi słabościami. Dlaczego przychodzi mi to z tak wielką trudnością, urasta do rangi katastrofy? Przecież to żałosne. Może boję się nieznanego? Także w samej sobie. Jeżeli uda mi się jakimś cudem schudnąć tym chorym sposobem (jedzenia głównie pustych kalorii) - co jest możliwe, niewiele, ale jest, to coraz trudniej będzie przekonać samą siebie do dobrych deczyji żywieniowych. Choćbym miała cierpieć męki dantejskie - koniec ze słodyczami!!! Komentuj(0) godz: 18:58 data: 2009.01.26 17. Krok w przód, dwa w tył Zamiast grzecznie zaplanowanego planu, zjadłam dużo więcej. Miało być: jabłko, sałata, warzywa i ziemniak. Było: 2 kanapki z twarogiem, sałata z sosem, 1/2 bułki z masłem i szynką, pomidor, 3 ciastka, princessa, 2 paski czekolady. Jestem beznadziejna, ot co. Ale nie, nie, nie rozczulam się nad sobą. Wypiłam herbatę przeczyszczającą, idę biegać. Mam plany na ferie i teraz skupiam się dla odmiany na ich wypełnianiu. Nie wychodzi? Trudno. Idę dalej z postanowieniem poprawy - próbuję uczyć się na błędach, zamiast skupiać się na nich i rozpaczać. Muszę nauczyć się przezwyciężać swoje słabości. Z drugiej strony zaliczyłam najtrudniejszy egzamin i już prawie ferie - obok diety, ćwiczeń, testów na prawko i nauki angielskiego, mam również zamiar odpocząć. Ciekawa książka albo film z przystojnym aktorem, nic ambitnego - zostawia je na przyszły semestr. Komentuj(1) godz: 21:46 data: 2009.01.25 16. Marzenia jak ptaki... Od kilku dni staram się jeść mniej . Choć marzę o szczupłym wyglądzie, widok mojego odrobinę spłaszczonego brzucha (bo wciąż szatańsko wystaje) wprawia mnie w zniewalające zaskoczenie. Choć tyle cudownych thinspiracji w internecie lub nawet na ulicach, to nic nie zachwyci tab bardzo jak własne szczupłe ciało. Patrząc na zdjęcie z myślą "chciałabym tak wyglądać" nie można się nawet domyślać jakie to wspaniałe uczucie taką się stać. Dużo jeszcze pracy przede mną, ale ten miły akcent poprawił mi humor. Mam nadzieję, że jutro waga zaoscyluje wokół "normalnej" wagi (66,7 kg), bo ostatnimi czasy bardzo często ją przekraczałam, a dziś było już blisko. Zabawne, otwieram lodówkę i nie mam ochoty dosłownie na nic. Od pysznych domowych pierogów, przez kanapki (z czymkolwiek), bo sałatę (choćby z sosem). Zamykam lodówkę, przecież nie powinnam w ogóle jej otwierać. Lecz szafka ze słodyczami to istna sodoma i gomora. Tam rozgrywa się prawdziwa walka - i to ja przegrywam najczęściej, przyznam ze skruchą. Z racji diety którą teoretycznie trzymam, przestępstwa te zdarzają się rzadko (raz dziennie?) i maleją do kilku ciastek bądź kostek czekolady, ale wciąż są i kładą się cieniem na każdym sukcesie. Muszę bardziej się postarać. Miska sałaty to kilkanaście kalorii, a kostka czekolady to już kilkadziesiąt. Czy ja nie widzę różnicy? Komentuj(0) godz: 23:00 data: 2009.01.21 15. Pod prąd Dziś zamknęłam się w sobie na cztery spusty - ciężko mi było znieść jedne jedyne zajęcia na uczelni wśród tych wszystkich różnych ludzi. Nie miałam ochoty odzywać się do nikogo, nawet cześć, nawet do przyjaciółki. Po powrocie do domu przespałam się trochę i uspokoiłam, ale przez to potem rzuciłam się na słodycze - skończyło się na kilku czekoladkach i kilku ciastkach (dobre 400 kcal jak mniemam). Nie poddałam się po tej wpadce i potem uraczyłam się jedynie sokiem z kiszonej kapusty i marchwi (250 ml - 30 kcal). Paranoja z tymi słodyczami, ni w pięc ni w dziesięć, do niczego nie pasują. Dietą nazwać tego nie mogę, głodówką też nie... To tylko znak, że potwory w mojej głowie czychają tylko na moment by znów opanować moje życie. Pycha, obżarstwo, lenistwo, gniew... Jeszcze trochę a będę mistrzem we wszystkich siedmiu grzechach głównych. Silna wola kluczem do sukcesu. Jeździłam dziś samochodem :) dobrze się czuję za kierownicą, ale całą teorię trafił szlag. Czuję w głowie totalną pustkę, chwilami nie wiem co ja w ogóle robię. A tak bardzo bym chciała sobie dobrze radzić, tak bardzo bym chciała, żeby instruktor był usatysfakcjonowany moją jazdą - teorię już skończyłam, nie powinnam robić tak banalnych błędów. Wczoraj 100 brzuszków. Dziś 100 ćwiczeń na nogi. Komentuj(0) godz: 23:17 data: 2009.01.20 14. Metafizyczność sałaty Dłuższa przerwa spowodowana ograniczonym dostępem do komputera i internetu. Wczoraj makaron z sosem, sałata i czekolada, dziś zupa i ciasto. Rewelacja. Znowu wracam do systemu "słodycz zastąpi posiłek". Ślepa uliczka! Na tym muszę się skupić - jeśli wpychać coś do ust - to tylko to co zdrowe. Staram się panować nad sobą jako tako, ale to wciąż za mało! Nawet nie wiem ile ważę - ważniejszy jest wygląd i moje samopoczucie - a z tego zadowolona nie jestem. Plan przedświąteczny był dobry. Soko-zupowo i ok. Bez większych wybryków, bo to najważniejsze. Trochę głodówkowo, lecz prosto, z jasnymi zasadami. Nie lubię skomplikowanych diet. Łatwo mi wtedy zmylić samą siebie i znaleźć tylną furtkę. Wczoraj dopadła mnie filozofia jedzenia sałaty - toż to doznanie niemal metafizyczne! Miałam wrażenie posiłku idealnego - miska kolorowej mieszanki sałat, ostrej od przypraw, kwaśnej od cytryny plus szklanka wody. To była najgorzej przyprawiona i najpaskudniejsza sałata w moim życiu. Lecz wrażenie genialności pozostało. Komentuj(1) godz: 06:14 data: 2009.01.11 13. Plan Idealny 1. Schudnę. Koniec, basta, kropka. a) Dieta - zostawię sobie przyjemność z jej ustalanie na później. b) Ćwiczenia - głównie bieganie, plan wisi nad biurkiem od dawna. 2. Poprawię oceny. Postaram się maksymalnie w sesji i nie będę mieć żadnej poprawki, a oceny jak najlepsze możliwe. 3. Porządek w domu, porządek w życiu. Zrobię porządek w szafach i będę sprzątać tak często jak Mama chce. 4. Koniec kłótni. Będę spełniać wszystkie oczekiwania Mamy. Przestanę być czarną owcą. 5. Postaram się. Jak nigdy. Komentuj(0) godz: 22:44 data: 2009.01.10
12. Minus Najpierw okazało się, iż kolega którego bardzo lubię jest z tą głupią, ale ładną, szczupłą, mądrą dziewczyną, której bardzo nie lubię, bo jest właśnie taka jaka jest. Najpierw okazało się po raz kolejny, że jestem gruba, tłusta, brzydka i nikt mnie nie chce. Najpierw poszłam na imprezę (a rzadko to robię) i wytłuściły się wszystkie moje "ograniczenia". Tak, tak - wytłuściły. Aż mnie skręca, gdy pomyślę, iż wszyscy musieli patrzeć na moje trzęsące się w "tanecznych" podrygach wałki tłuszczu. Najpierw odechciało mi się wszystkiego i nie po raz pierwszy doszłam do wniosku, iż nie chcę żyć. Jakby się dało to bym oddała swój czas, swoje życie, swoje możliwości komuś kto to lepiej wykorzysta. Bo ja nie chce, nie potrafię, nie chce. Wolę umrzeć, niż udawać takie życie. Potem zrozumiałam, iż rozczulam się nad sobą po raz kolejny. I wysnułam oryginalny wniosek. Przecież moja niechęć do życia wynika jedynie z mojego lenistwa! Nie chce mi się wysilić, by zmienić życie na lepsze!Ludzie mają większe problemy i radzą sobie z nimi. Nieraz myślałam o śmierci, ale w kategoriach najlepszego rozwiązania, bo jak się okazało sama nie mam za wiele odwagi . Dlatego też czas zakończyć rozczulanie się nad sobą i biadolenie. Zawsze gdy było mi bardzo źle, prędzej czy później dochodziłam do wniosku, że jest coś jeszcze, czego nie zrobiłam - wciąż nie jestem chuda! I cykl rozpoczynał się od nowa, z nową nadzieją, z tą samą drogą. Postanowiłam zmienić życie na lepsze. Zrobić to wszystko co muszę zrobić by poczuć wreszcie, że żyję, że jest w porządku, ba! By poczuć satysfakcję, nawet szczęście. Udoskonalić codzienność. CDN... Komentuj(0) |
|
||
![]() |